środa, 9 sierpnia 2017

Perfekcja z przymrużeniem oka

Mam wrażenie, że odkąd zostałam mamą po raz drugi moja doba skurczyła się co najmniej o połowę! Już zapomniałam, choć było to tak niedawno (!), jak to jest mierzyć czas "od karmienia do karmienia". 
3 godziny, a jakby krótka chwila, podczas której nic nie zdążam... 
Nie będę ściemniać, że super się zorganizowałam, wszystko idzie mi jak z płatka, a do południa dom lśni czystością, pachnie świeżą zupą i pranie jest już wyprasowane. 
Prawda jest taka, że do podłogi się nie przylepiamy i to tyle w temacie porządków ;) a zupę, jak mogliście dowiedzieć się z mojego bloga już wcześniej, pasjami wekuję... Dzięki temu utrzymuję względny porządek w kuchni, a duża w tym zasługa zmywarki :D Nie wiem doprawdy co ja miałam w głowie, gdy twierdziłam, że w życiu, nigdy, ale to przenigdy nie mogłabym mieć zmywarki i zbierać do niej brudnych naczyń przez cały dzień. Uważałam wówczas (o! ja głupia, życia nie znająca istota), że schowany brud wołałby mnie przez drzwiczki urządzenia i nie dawałby mi spokoju. Jakże szybko życie zweryfikowało tenże bzdurny tok rozumowania!
Okazuje się, że pralka naczyniowa oraz ubraniowa to hity numer jeden w naszym domu, sprzęty najczęściej oblegane i jakże przeze mnie ukochane! No, może pralka ubraniowa trochę mniej, bo generuje przy swojej pracy góry prasowania, a to kolejna czynność, na którą oczywiście nie mam czasu, a której, tak zupełnie przy okazji, szczerze nie znoszę! Do niedawna prasowaniem zajmowała się kochana nasza "Babusia", czyli moja Mama - DZIĘKI STOKROTNE!!! Mama, podobnie jak ja nie znosi prasowania, a więc wiadomo skąd moja awersja do tej czynności. Szczęśliwie jednak "dawca genów" rekompensował mi braki w moim kodzie DNA przy desce do prasowania :D. Niestety, dni tej szczęśliwości zakończyły się wraz z powrotem mojej rodzicielki do pracy zawodowej. Tym sposobem pozostałam sama z górą prania. 
I tak, życie podwójnej mamy kręci się między pralkami a żelazkiem... 

I gdzie tu miejsce na nienaganną fryzurę, delikatny, naturalny makijaż, podomowy acz elegancki strój i promienny uśmiech serwowany Panu Mężowi wraz ze smakowitym obiadem z dwóch dań (nie zapominając o deserze!!)? 
Jak poradzić sobie z tą presją perfekcyjności w normalnym życiu?!?! 
Ogarnęłam to w moim niepowtarzalnym stylu!
Myślę, że na szóstkę :D

Żeby nie było, że cały dzień śmigam po domu w piżamie ustaliłam sobie, że jedne spodnie piżamowe (zaznaczam, że nówki sztuki, bez dziur i przetarć, "wyjściówki"!!) mianuję "dresami". Nie mam tym sposobem oporów, by paść w nich na wyro, gdy dopada mnie awaria zasilania...
Ostatnio w sieci trafiłam na następującą mądrość życiową dotyczącą bycia matką: "Macierzyństwo jest wtedy, gdy przebranie się z piżamy w dres uznajesz za "szykowanie" ". Cóż, idealnie wpisuję się w ten nurt :P Ponadto, m
oja garderoba zyskała kilka strojów "funkcjonalnych". Nowy ulubiony fason, najmodniejszy w sezonie 2017, to wszystko, co ma suwaki na biuście :) Gdy potrzebuje mnie syn jestem w pełnej gotowości, a kiedy przychodzi pora serwowania obiadu, na który podaję jednodaniowe, ekspresowe spaghetti (repetowane następnie przez trzy dni...),  a ja nie mam już sił, by dołożyć uśmiech jak z reklamy do tego posiłku rodem z Master Chiefa zawsze mogę uchylić suwaki dla Pana Męża i mieć dwa dekolty zamiast jednego (mina pełna politowania - bezcenna :D).
Jeśli chodzi o nienaganną fryzurę to zaczęłam od skrócenia włosów o połowę. Dalej idzie już jak z płatka... Na dźwięk rozdartej paszczy młodego ssaka po omacku chwytam z nocnej szafki gumkę do włosów, nim dobiegam do adaśkowego łóżeczka wiążę 'pióra' w kitkę, a nienaganność osiągam zbierając opadające do oczu kosmyki plastikową opaską w kolorze zawsze niepasującym do stroju ;) 
Kwestii makijażu nie będę podnosić tu wcale, bo jak widzieliście w opisie dotyczącym fryzury brak jest wzmianki o szczotce, po czym można stwierdzić, że w rejony łazienki, gdzie leżą kosmetyki i akcesoria do włosów docieram niezwykle rzadko... Może, gdy Pyzka zacznie się czesać i malować przyjdzie też pora na mnie, jednak póki co wspólnie myjemy zęby (te w przeciwieństwie do włosów wyrosły jej standardowo, w normalnym tempie ;P) i ruszamy 'na podbój wszechświata' :D   

Mimo wielu niedociągnięć uważam, że mój ostateczny wygląd jest niezwykle elegancki. W związku z tym, że się nie maluję nie towarzyszą mi 'pandzie cienie' pod oczami, będące wspomnieniem makijażu dnia poprzedniego, którego a)nie miałam siły i/lub b)nie miałam czasu zmyć. Jako, że szczotki do włosów nie spotykam zbyt często trudno też mówić o "poczochraniu", bo jak wiadomo, potargać można tylko coś co było uczesane :) Eleganckości dodaje mi również fakt, że każdorazowo po ulaniu zmieniam zarzyganą (przepraszam za dosadność, ale to Adaś taki "rozrzutny") bluzkę... Zaś 'kropkę nad i' w mojej codziennej stylizacji stanowi biżuteria, a jak wiadomo, błyskotka dopasowana odpowiednio do okazji i stroju może odmienić wygląd każdej kobiety ;)
Może to nie brylant, może nie perła, ale świeci, migocze, dodaje mi pewności siebie i sprawia, że żyje mi się przyjemniej...


Moja "błyskotka" - w trakcie "imprezy" kropki pod wyświetlaczem mrugają na niebiesko!
To dopiero jest dekoracja :D

A Ty, Matko, miałaś dziś czas spotkać się ze szczotką do włosów? :D 

1 komentarz:

  1. A co to jest ta błyskotka urocza? Do czego sluzy?

    OdpowiedzUsuń